niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział I

Rozdział I. "Mierz siły na zamiary"

Dzisiaj jest 22 luty 2012 roku. Rano wstałam, umyłam się itd. W pracy były jak zawsze nudy więc postanowiłam nieco to zmienić i puściłam na cały regulator muzyke... Szefowa się lekko mówiąc wkurzyła i zaczeła swoje przemówienie.Jestem nerwowa więc nie wytrzymałam gadatki  i poprostu wyszłam z gabinetu i wogóle z budynku...
Oczywiście nie poszłam odrazu do domu tylko jak zawsze po pracy wpadłam po drodze do pobliskiego kasyna.
Nigdy w życiu nic mi się jeszcze nie udawało wygrać...niestety.. Ale może to właśnie był ten dzień w którym wygram kupe kasy i zaczne spełniać swoje marzenia... Na początku nic sie wygrywałam ale gdy już przepuściłam 200 zł postanowiłam zagrać ostani raz... I jest!!! Udało sie!!! Wygrałam 300 000zł:D  Wszyscy ludzie którzy tam byli mi zazdrościli a koleś który mnie potem obsłużył walnął jakimś sucharem...
Po powrocie do domu czekała na mnie mama z nie zaciekawą miną. I pyta co ja narobiłam w tej pracy a ja jak zawsze "nic". Nie mówiłam jej nic o wygranej, bo po co ma wiedzieć wszystko... Mam 25 lat i nie będe spowiadać się mamusi.
Mama potem wyskoczyła do mnie z tekstem żebym sprawdziła swojego toto lotka o którym zapomniałam, a więc chwyciłam kartke do ręki i sprawdzam "35, jest,6,jest,80,jest,45,jest,2,jest i 10, jeeeeeest", wykrzyczałam na cały dom...
wygrałam 350 000 000zł!!!!!!
Po wieczornym, poważnym sporze z mamą wyszłam z domu... (oczywiście z całościa moich wygranych). Zaczepili mnie jacys ludzie pytając dokąd ide a ja odpowiedziałam że nieco się przewietrzyć i popodglądać troche trening siatkarzy JW...
Było ciemno i nie zbyt widziałam twarze tych chłopaków, ale zauważyłam że jeden nie był polakiem i skąś znałam ten głos... Chłopcy odpowiedzieli że to wielki zbieg okoliczności bo też się tam wybierają. Więc wkurzona na mamę chcąc zrobić jej na złość wsiadłam do tego auta i pojechałam na halę razem z "nieznajomymi". Po wyjściu z auta byłam w wielkim szoku i nie wiedziałam co mam powiedzieć. To był Michał Łasko i Russell Holmes a tak dla ścisłości to byli zawodnicy JW. Wkońcu wydusiłam coś z siebie i zapytałam czy mogę wejsc z nimi na hale. Michał wpuścił mnie bez problemu bo Russell nic nie rozumiał (był Amerykaninem). Po treningu podeszłam do Michała i powiedziałam ze ja się już będe zbierać bo musze jakoś dojechać do Rzeszowa na ul. Geodetów 1 by odebrać nagrode z wygranej w totolotka:)
Zaproponował więc żebym poczekała bo i tak jadą dzisiaj do Rzeszowa bo na następny dzień grają z tamtejszym klubem mecz:) A więc że jestem zagorzałym kibicem to pojechałam z nimi...






*********************************************************************************
P.S jeśli się wam podoba, pozostawcie komentarz ;)

1 komentarz:

  1. Cieszę się że jednak zdecydowałaś się na blog :D
    Już się nie mogę doczekać dalszego ciągu opowiadania :D

    OdpowiedzUsuń